W tym mieście za kilka złotych spełnisz swoje marzenie, a Pani Budda da błogosławieństwo

27 grudnia, 2023

Hoi An – portowe miasto w środkowym Wietnamie.  Miasto lampionów… Miasto zakochanych… Miasto z polskim akcentem. Miasto, które pogodziło chińskich i japońskich kupców.  

XVI-wieczny most japoński nad niewielką rzeczką, dopływem rzeki Thu Bon, został wybudowany przez japońskich kupców. Obiekt połączył ich dzielnicę usytuowaną w zachodniej części miasta z chińską na wschodzie. Most jest niezwykły, bo wewnątrz pod ceramicznym dachem kryje chyba najmniejszą buddyjską świątynię na świecie. Jak w każdym takim miejscu palą się kadzidełka, pomimo szmeru na zewnątrz, tu panuje spokój….

Hoi An uznawane jest za najbardziej urokliwe miasto w Wietnamie. A to za sprawą lampionów zdobiących wieczorami te ulice. I to bez względu na dzień tygodnia czy święta w kalendarzu. Starówka Hoi An wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Do jej odrestaurowania przyczynił się Polak. Kazimierz Kwiatkowski w latach 80-tych minionego stulecia pracował przez 16 lat w Wietnamie jako konserwator zabytków i architekt. Ponoć był pierwszym “białym” człowiekiem w tym mieście. Uratował przed zburzeniem stare, zagrzybiałe domy. Dziś są one wizytówką dziedzictwa tej azjatyckiej kultury.

Miasto to przyciąga zakochanych. Szczególną atmosferą i dobrą kuchnią. Ponadto tu spełniają się marzenia. Za kilka tysięcy dongów… czyli kilka złotych można kupić lampion. Odpalony i puszczony na rzekę gwarantuje spełnienie życzenia.

Hue – Cesarskie miasto, położone nad rzeką Perfumową. Ma swoje źródło w górach, a wody płyną przez krainę porośniętą kwitnącymi drzewami. Nurt zabiera osypujące się kwiecie, a tym samym wszystkie najpiękniejsze zapachy Wietnamu. Miasto Hue, jego nazwa oznacza tyle co “piękna”. I rzeczywiście, dzięki Kazimierzowi Kwiatkowskiemu zachowało się tu wiele pięknych miejsc o walorach historycznych. To za sprawą polskiego naukowca Zakazane Miasto wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Otoczone murem i fosą, było zbudowane dla rodziny cesarskiej i nikt poza nią nie miał tu wstępu – stąd nazwa. Dziś z kilkudziesięciu pawilonów zachowało się tylko kilka. Budynki te, podobnie jak i całe miasto mocno ucierpiało podczas wojny wietnamskiej w 1967 roku.

Dziś dawna stolica cesarska przyciąga nie tylko turystów zagranicznych. Dzieci z prowincji poznają tu historię własnego kraju. Tu są też groby cesarzy z dynastii Nguyễn. Mauzoleum cesarza Minh Mang , który miał 40 żon i wiele konkubin, a z nimi łącznie 142 dzieci strzegą dziś posągi wojowników, a nawet koni i słoni…

Charakterystyczna dla tego miasta jest też pagoda nad rzeką Perfumową. Siedmiopoziomowa wieża zbudowana w 1864 roku jest najwyższą budowlą buddyjską w całym kraju. Oczywiście na każdym piętrze znajduje się posąg Buddy, na najwyższym jak wieść niesie posąg… jest złoty. Pagoda Thien Mu, co oznacza “Niebiańska Pani”, bo to ona nakazała jej zbudowanie, ma pięknie zachowany ogród. Wejścia do niej strzegą brodaci strażnicy. Świątynią opiekują się buddyści.

W tym mieście jest też cytadela i pałac królewski. To miejsce także związane jest z historią dynastii  Nguyễn, która zjednoczyła Wietnam. A tak na marginesie  Nguyễn – to do dziś najpopularniejsze nazwisko w kraju. Cały kompleks zbudowano na obszarze 5 km kwadratowych. Wszystko otoczone fosą, wewnątrz piękne ogrody i huk… cykad.

Dziedziniec ceremonii oraz sala tronowa, w której patrzą na zwiedzających czujne oczy cesarzy. Dalej hale mandarynów i czerwone pawilony czytelnicze. Dziś tworzą doskonałą scenerię choćby dla sesji ślubnych. Dalej świątynia pokoleń. Na dziedzińcu dziewięć urn pogrzebowych wykonanych z brązu. Spacer uliczkami prowadzących do kolejnych pomieszczeń, w których żyła kiedyś cesarska rodzina, ogrodów, świątyń.

Już poza miastem znajduje się mauzoleum cesarza Khai Dinh. Miał tylko trzy lata, gdy zmarł jego ojciec, więc na swoją kolej do rządzenia musiał trochę poczekać. Tak na prawdę cesarzem uczynili go francuscy kolonizatorzy. Bo młody władca bardziej był zainteresowany sztuką i kulturą zachodu, niż sprawami własnego kraju. Khai Dinh był uzależniony od alkoholu i narkotyków oraz hazardu. Miał kilka żon, ale ponoć z nimi nie sypiał. Noce miał spędzać w towarzystwie swojego strażnika. Był delikatny, o niemal kobiecej urodzie, ale też chorowity. Zmarł w wieku 40 lat. Po jego śmierci tron odziedziczył jego jedyny syn Bao Dai, którego dała mu konkubina. Jego mauzoleum kosztowało fortunę, a budowa trwała 11 lat. Jest mieszkanką stylów francuskiego, chińskiego i wietnamskiego.

Can Tho – miasto to słynie z sanktuarium Świętej Pani. Nie można jej robić zdjęć. Wewnątrz świątyni znajduje się figura siedzącej kobiety. Pomalowana jest na styl chiński, jest ogromna, puszysta tak byśmy ją określili. Spełnia modlitwy, szczególnie te wznoszone przez kobiety, a dotyczące potomstwa. Nie wiadomo, ile lat, czy wręcz wieków ma ta figura. Legenda głosi, że została znaleziona wysoko w górach i tylko 7 dziewic mogło ją znieść ze zbocza…

W Can Tho świątynia niemal na świątyni. Każda inna. Wyjeżdżając z miasta ukryty w górach jest jeszcze jeden duży klasztor buddyjski. Z pięknymi ogrodami, wspaniałą architekturą i podziemiami. Podziemne źródło i rzeka, latające nietoperze, smoki – na szczęście te są nieprawdziwe… I setki Buddów. Na końcu nagroda dla tych którzy przeszli te kręte, ciemne ścieżki. Na końcu drogi święte źródło i Lady Budda. Postać oświeconej kobiety trzyma w dłoniach dzbanek. Wierni wierzą, że woda stąd wypływająca ma właściwości uzdrawiające.

autorka: Agnieszka Kledzik